Kraina Wygasłych Wulkanów – poznaj Góry i Pogórze Kaczawskie

Góry i Pogórze Kaczawskie to region wciąż dziki i mało popularny wśród turystów. Kraina Wygasłych Wulkanów jest miejscem na spokojny, ale kreatywny wypoczynek. Zamki, liczne wulkany na które można się wspiąć, lasy, stare zabytkowe domy – to wszystko ma niesamowitą siłę przyciągania. Dodatkową atrakcją są parki krajobrazowe, rezerwaty i obszary Natura 2000. Cały region ma olbrzymie walory przyrodnicze w tym również elementy przyrody nieożywionej, mam tutaj na myśli atrakcje geologiczne, bo to duża zaleta tego regionu.

Kraina Wygasłych Wulkanów

Kraina Wygasłych Wulkanów, nazwa równie tajemnicza jak region, który skrywa wiele ciekawych miejsc. Czy kiedykolwiek skojarzyłeś nasze góry z wulkanizmem? Pagórki porośnięte gęstymi lasami to buchające niegdyś lawą kratery. Cały region Gór i Pogórza Kaczawskiego jest nimi upstrzony, a właściwie to jest upstrzony nekami, czyli twardzielcami, bazaltowymi wypełnieniami komina wulkanicznego.

Bazaltowe rdzenie wulkanów zachowały się dość dobrze, zazwyczaj są to środkowe lub dolne części rdzenia. Bazaltowa lawa zastygając w kominie wulkanu skutecznie go zaczopowała, a jej właściwości i duża odporność na erozję i wietrzenie pozwoliły przetrwać do dziś.

W Górach Kaczawskich rozpoczyna się 85-kilometrowy Szlak Wygasłych Wulkanów, gdzie najstarsze wulkany powstały 500 mln lat temu w paleozoiku. Obszar gór i pogórza był wtedy oceanem, a stożki wulkaniczne znajdowały się pod wodą. Świadczą o tym takie struktury jak lawy poduszkowe, element charakterystyczny dla wulkanizmu morskiego. Lawy poduszkowe można zobaczyć m. in. w Rezerwacie Wąwóz Lipa.

Woda na tym obszarze była przez 200 mln lat. W momencie kiedy rozpoczęła się orogeneza waryscyjska (300 mln lat temu) teren wypiętrzył się, powstały góry oraz kolejne wulkany. Skały powstałe na dnie oceanu zostały sfałdowane i przeobrażone. W kotlinach śródgórskich znajdowały się wulkany, z których wylewająca się lawa tworzy dzisiejsze osady (m. in. w Obniżeniu Noworudzkim i Kotlinie Wałbrzyskiej). Ze skał wylewnych ryolitów zbudowane są m. in. Organy Wielisławskie – przepiękne formy w postaci słupów tworzące piszczałki jak w organach kościelnych.

Nie będę więcej truła o geologii tego obszaru, zamieściłam przy atrakcjach krótkie notki geologiczne dla ciekawskich, a Was zapraszam do oglądania przepięknych miejsc Gór i Pogórza Kaczawskiego.

Atrakcje

Nie sądziłam, że kiedykolwiek Dolny Śląsk zostanie naszym ulubionym regionem. Do tej pory wybieraliśmy dalsze kierunki zostawiając sobie Polskę „na potem”, a podróże po kraju wydawały mi się mniej atrakcyjne. Polska, która jest na wyciągnięcie ręki, a w dodatku z dużą zniżką na transport kolejowy, nigdy nie była brana na poważnie. Na pewno nie na długi dwutygodniowy urlop. To jednak się zmieniło. Zniżka na pociągi i pewne względy rodzinne sprawiły, że jesteśmy częstymi bywalcami Gór Izerskich i Karkonoszy. Blisko mamy również w Góry Kaczawskie, a te bez wątpienia wpisały się na listę miejsc ulubionych w Polsce.

Góry i Pogórze Kaczawskie

Okres wakacji to świetny czas na uczestniczenie w różnego rodzaju warsztatach. Część z nich ma charakter rodzinny, inne są przeznaczone wyłącznie dla dorosłych. Wśród proponowanych zajęć można wyróżnić warsztaty o tematyce przyrodniczej, geologicznej, artystycznej (ceramika i tkactwo), kosmetycznej i gastronomicznej. Szeroki wachlarz oferowanych zajęć ściąga aktywnych turystów.

Park Krajobrazowy Doliny Bobru

Park znajduje się w Sudetach Zachodnich, w obrębie trzech mezoregionów: Góry Kaczawskie, Pogórze Kaczawskie i Pogórze Izerskie i w obrębie siedmiu gmin (Jelenia Góra, Jeżów Sudecki, Lubomierz, Lwówek Śląski, Stara Kamienica, Świerzawa i Wleń). Został utworzony już w 1989 roku w celu ochrony krajobrazu wokół odcinka Doliny Bobru pomiędzy Jelenią Górą a Lwówkiem Śląskim.

Przebieg rzeki Bóbr w tym regionie charakteryzuje się dużym urozmaiceniem, ponieważ odsłania różnowiekowe formacje skalne, tworzy przełomy rzeczne, z czego dwa z nich zasługują na szczególną uwagę – przełom Borowego Jaru i przełom w okolicach Wrzeszczyna. Ochrona krajobrazu wydaje się jak najbardziej uzasadniona.

Skały jakie można znaleźć w tym regionie to m. in. łupki serycytowo-kwarcowe, fyllity, kwarcyty, zieleńce, diabazy (są to utwory metamorfiku kaczawskiego we wschodniej części parku), gnejsy i granitognejsy (metamorfik izerski w zachodniej części parku), piaskowce, zlepieńce, iłowce i mułowce (północna część parku). Jak sami widzicie różnorodność geologiczna tego regionu jest bardzo duża.

Na terenie Parku Krajobrazowego Doliny Bobru istnieją jeszcze inne formy ochrony: Rezerwat przyrody Góra Zamkowa, a także dwa Obszary Natura 2000 – Specjalny Obszar Ochrony Siedlisk „Ostoja nad Bobrem” i Specjalny Obszar Ochrony Siedlisk „Panieńskie Skały”.

Do Doliny Bobru pojechałyśmy z mamą. Szczęka opadła mi z wrażenia. Chwilami przypominały mi się fragmenty książki Dzieci z Bullerbyn, sielskiego życia z dala od dużego miasta. Terra incognita to bez wątpienia Dolina Bobru. Zielone obszary tego skrawka Polski, liczne szachulcowe mury starych budynków i wijąca się rzeka od Jeleniej Góry do Lwówka Śląskiego są wizytówką regionu. Ochów i achów nie było końca. Aby zwiedzić Dolinę Bobru bez samochodu i dotrzeć do najbardziej atrakcyjnych miejsc wybrałyśmy na środek transportu rowery elektryczne. Początkowo nie byłam do nich przekonana, ale na licznych stromych podjazdach okazały się wybawieniem (szczególnie dla mamy, która z dziką przyjemnością i bez obciążającego zmęczenia mogła śmigać po najtrudniejszych górkach). Chwała za rowery elektryczne!

Zwiedzanie Doliny Bobru zaczynamy od Siedlęcina, do którego pojechałyśmy samochodem ze Szklarskiej Poręby. Z tego miasteczka udajemy się później do wsi Modrzewie gdzie rozpoczynamy rowerową przygodę.

Siedlęcin

Wjeżdżamy do miasteczka samochodem, przejeżdżamy przez most nad rzeką Bóbr, a naszym oczom ukazuje się stara wieża i kawałek starych zabudowań. Parkuję samochód przed kościołem, wtedy jeszcze nie wiem, że tu zaczyna się mój kolejny zachwyt, bo kilka minut później planuję kolejną podróż w ten region.

Wieża książęca w Siedlęcinie to jeden z najcenniejszych zabytków średniowiecznych
w Polsce.

Wieża książęca w Siedlęcinie to wyjątkowy zabytek w skali europejskiej. Posiada jedyne na świecie malowidła z sir Lancelotem z Jeziora, Rycerzem Okrągłego Stołu na dworze króla Artura! Wieża jest jednym z najważniejszych zabytków średniowiecznych w Polsce, istnieje od ponad 700 lat i zachowały się w niej najstarsze drewniane stropy.

Wieża stanowi własność Fundacji „Zamek Chudów”. Fundacja udostępnia obiekt turystom każdego dnia prowadząc jednocześnie kolejne etapy prac badawczych i konserwatorskich.

W Wielkiej Sali na drugim piętrze podziwiać można jedyne na świecie średniowiecznie świeckie malowidła z legendą o sir Lancelocie z Jeziora (na zdjęciu widoczny jest tylko fragment malowideł po prawej stronie).

Czternastowieczna wieża mieszkalna została wzniesiona z kamienia. Pierwotnie była otoczona murem obronnym i fosą, miała trzy kondygnacje oraz piwnicę. Jej budowę zlokalizowano przy przeprawie przez rzekę Bóbr. Fundatorem wieży został Henryk I, książę jaworski, który wybudował ją w latach 1313-1315. Po pożarze w 1575 roku wieżę podniesiono o jedną dodatkową kondygnację i dodano czterospadowy dach. W XVI wieku w wieży wybito nowe okna i dodano dwa wykusze latrynowe.

Widok z wieży książęcej w Siedlęcinie.
Widok na rzekę Bóbr.

Przez wieki wieża zmieniała swoich właścicieli, najpierw był nim bratanek Henryka I – książę świdnicki Bolko II Mały, później księżna Agnieszka, a w XVIII wieku dostał się w posiadanie rodu Schaffgotsch. Wieża pozostała w ich rękach aż do 1945 roku.

Zabytkowe drewniane stropy na ostatnim piętrze wieży.

Na rowerach po PK Doliny Bobru

Pomysł na rowery to spontaniczna decyzja, która okazała się strzałem w dziesiątkę. Wybrałyśmy się do miejscowości Modrzewie, gdzie znajduje się wypożyczalnia rowerów elektrycznych Sudety Trail. Takie rowery są idealne dla osób, które lubią jeździć, ale męczą się przy ostrych podjazdach i zamiast podziwiać widoki prowadzą rower pod górę.

Początkowo wybór padł na znaną w tym regionie trasę rowerową Euroregionalny Turystyczny Szlak Rowerowy „Dolina Bobru” (oznaczony na mapie jako ER-6), jednak pokonanie w całości całego odcinka i powrót do wsi Modrzewie odradził nam Pan Michał z naszej wypożyczalni. Wybrałyśmy szlak z map Traseo, krótszy bo 30 km przez Nielestno, Zaporę Pilchowicką, Strzyżowiec i Modrzewie. To był naprawdę dobry wybór.

Tereny wokół Doliny Bobru są bardzo zróżnicowane krajobrazowo. Są tu miejsca do przyjemnej jazdy rekreacyjnej jak i strome, wymagające podjazdy dla osób dobrze wyćwiczonych. Rower elektryczny ułatwia poruszanie się i pokonywanie kilometrów, a przejażdżka nimi jest… cóż tu dużo ukrywać – przyjemniejsza i prostsza. Wydaje się, że niepozorne górki to czysta przyjemność, ale bez dobrej kondycji fizycznej każdy kolejny podjazd okazuje się sporym wysiłkiem.

Na wycieczkę tylko z własnym bidonem. Już od dawna należymy do teamu kranówka 🙂

Dzięki możliwości ustawienia poziomu wspomagania możemy dopasować moc silnika do kondycji fizycznej. Jazda nie jest wtedy męcząca i można rozkoszować się widokami.

Oprócz rowerów w Sudety Trail można wypożyczyć sakwy, gps i mapy, które mogą okazać się bardzo przydatne na wielogodzinne wycieczki. My skorzystałyśmy jedynie z uchwytu na telefon i wgranej na szybko aplikacji Traseo, w której są dostępne trasy udostępnione przez przemiłego Pana Michała. Polecane przez właścicieli trasy znajdziecie również pod tym linkiem. Jeśli szukacie rowerów na wycieczki po okolicy (można poprosić o transport rowerów w wybrane miejsce) to serdecznie polecam Sudety Trail.

Zapora i elektrownia Pilchowice

Na rowerach pojechałyśmy aż do zapory w Pilchowicach gdzie warto się zatrzymać na dłuższą przerwę. Aktualnie ze względu na niski poziom wody w zbiorniku Pilchowickim zakwitają sinice. Duża powierzchnia pokrywa się jasnozielonym kożuchem, który nie pachnie zbyt przyjemnie. Cóż, nie zatrzymałyśmy się na dłużej niż kilka minut więc popędziłyśmy dalej!

Zapora w Pilchowicach dzieli rzekę Bóbr na dwa odcinki, górny i dolny. W odcinku górnym na długości 13 km rzeka płynie malowniczą doliną gdzie charakterystyczne są trzy przełomy w tym wcześniej wspomniany Borowy Jar. W odcinku dolnym, dłuższym, bo 25 kilometrowym można zaobserwować dwa przełomy rzeczne pomiędzy wzgórzami Stróżną i Dudkiem (koło miejscowości Wleń) oraz pomiędzy wzgórzami Leśnica i Skałka (koło Lwówka Śląskiego).

Zapora wodna powstała w latach 1902-1912 poprzez przegrodzenie rzeki Bóbr. Na uroczystości oddania zapory do użytku pojawił się cesarz Wilhelm II. Aktualnie podstawowym celem Jeziora Pilchowickiego jest retencja przeciwpowodziowa i produkcja energii elektrycznej przez zlokalizowaną poniżej zapory elektrownię wodną. Ciekawostką jest, że w 1945 roku SS zaminowało całą zaporę wodną w celu wysadzenia jej w powietrze, a tym samym zalania Wlenia i miejscowości zlokalizowanych poniżej zapory.

Sama zapora jest jedną z ważniejszych atrakcji regionu. Jej długość w koronie wynosi 290 metrów, a wysokość 62 metry. Zapora w Pilchowicach jest drugą co wielkości (po Solinie) zaporą wodną w Polsce. Jest również jedną z najstarszych na terenie naszego kraju.

Nieczynna stacja kolejowa nad zbiornikiem w Pilchowicach. Przystanek został uruchomiony w momencie otwarcia Kolei Doliny Bobru w 1909 roku. Peron zadaszony jest drewnianą wiatą o kształcie łukowym. Znajduje się tutaj także budynek kasy biletowej i poczekalnia. Konstrukcja wiaty nawiązuje do modnych w tych czasach motywów ojczyźnianych, czyli tzw Heimastill. Poszanowanie dla murów budynku nie jest jak widać dla każdego zrozumiałe… Ostatni pociąg przejechał tędy w 2016 roku.

Zbiornik Pilchowicki przez długie lata był zanieczyszczany przez substancje spływające z regionu jeleniogórskiego. Na szczęście te smutne czasy odchodzą już w zapomnienie, a zbiornik znów cieszy się dużym zainteresowaniem jak w latach 50 XX wieku.

Kręte i bardzo rozległe Jezioro Pilchowickie przyciąga rowerzystów, spacerowiczów no i amatorów wodnego szaleństwa. Można tutaj wypożyczyć kajaki, żaglówki i łódki.
Widok na pasmo Karkonoszy.

Ostrzyca Proboszczowicka – Śląska Fujijama

Ostrzyca Proboszczowicka nazywana jest Śląską Fujijamą. Nie jest to wysokie wzniesienie, jedynie 501 m n.p.m., ale strome i wspinaczka na nie zajmuje ok 20 minut. Na szczyt neku prowadzi żółty Szlak Wygasłych Wulkanów. Częściowo szlak to zwykła ścieżka, a ostatni fragment drogi to bazanitowe schody. Jesienią należy szczególnie uważać, mogą być bardzo śliskie. Ostrzyca ma charakterystyczny kształt, podobny do Fudżi stąd też porównywana jest do tego stratowulkanu, ponadto jest najwyższym wzniesieniem w okolicy i widać ją z wielu miejsc na Pogórzu Kaczawskim.

Bazaltowe gruzowisko na zboczach Ostrzycy Proboszczowickiej.
Bazaltowe słupy z widocznym ciosem, a właściwie to bazanitowe – jest to skała podobna do bazaltu, ale charakteryzuje się większą zawartością oliwinów i skaleniowców.

Zbocza Ostrzycy pokryte są gołoborzami. W czasach świetności wulkan mógł być nawet dwa razy wyższy. Powolna erozja pozostawiła jedynie skały w postaci słupów i rumowiska skalne na zboczach. Sam szczyt posiada dwa wierzchołki o bazaltowych wychodniach, a panorama rozpościera się na Karkonosze, Góry Izerskie i całe Pogórze Kaczawskie.

W szczytowej partii powyżej 450 m n.p.m. został założony Rezerwat Ostrzyca Proboszczowicka, gdzie chronione jest bazaltowe gołoborze i porastająca je roślinność naskalna. Ciekawostką jest, że poszczególne zbocza wzgórza o różnej ekspozycji słonecznej mają inne warunki klimatyczne, dlatego też porasta je różnorodna roślinność.

Dojazd do Ostrzycy Proboszczowickiej

Do Ostrzycy najlepiej dojechać od strony Proboszczowa, ale można również od strony Bełczyny. Na wschód od Ostrzycy zlokalizowany jest leśny parking z tablicami edukacyjnymi i wiatą turystyczną. Ostatni fragment drogi prowadzącej do parkingu jest nieutwardzony.

Dzikie Smaki – warsztat gotowania z dzikich roślin

Zamiłowanie do roślin, ogrodnictwa i ziół przejęłam po moich dziadkach. W domu zawsze dużo rozmawiało się na roślinne tematy, bo dziadek był niegdyś dyrektorem szkoły rolniczej, babcia (chociaż i dyrektorka i nauczycielka) miała ziołową pasję, ale oboje prowadzili doskonale swój ogród. Babcia zawsze miała rękę do roślin, niesamowitą wiedzę na temat ziół i chyba dzięki temu skutecznie zaraziła mnie swoją pasją. W domu mamy nawet słynny zeszyt z babcinymi przepisami. Jest także oficjalny zakaz zabierania jej przepiśnika.

W domu rodzinnym zawsze pachnie ziołami. Wiosna to czas na kwiaty bzu i mniszka, lato to czas zbioru mięty, pokrzywy, melisy (tak strasznie lubię ten cytrynowy zapach), a późną jesienią wychodzimy po głóg i dziką różę. Tak było zawsze, innego dzieciństwa bez ziół w moim domu nie pamiętam.

Pomarańczowe płatki nagietka świetnie pasują do sałatek.

Z tego trochę dzikiego życia, dobrej pamięci do roślin i ich nazw, a nawet zastosowań zapisałam siebie i Krzycha na Dzikie Smaki – warsztat gotowania z dzikich roślin gdzieś na końcu świata Gór Kaczawskich. Spojrzeliśmy na mapę – Rzeszówek. Gotowanie odbywało się w Zielonym Wulkanie, który organizuje warsztaty z dzikich roślin, warsztaty mydlarskie i kosmetyczne, a także prowadzi edukację przyrodniczą najmłodszych. Ich oferta jest bardzo bogata i warto skusić się na aktywny, edukacyjny czas spędzony na ciekawych warsztatach. Dodatkowo nie ma ograniczeń wiekowych, więc każdy może w ich zajęciach uczestniczyć.

Nawłociowy mężczyzna 🙂 Kwiaty nawłoci wylądowały później w sałatce.
Żarłakus pospolitus biancus – gatunek pod ścisłą ochroną.

Zajęcia z dzikich smaków prowadził Maciej – wykwalifikowany zielarz i fitoterapeuta, który trochę nas zaczarował wprowadzając w świat ziół, żebyśmy mogli później zacząć zajęcia praktyczne w terenie. Spędziliśmy cztery godziny w przepięknym miejscu pachnącym żółtą nawłocią. Maciej mieszka wraz z rodziną z dala od dużego miasta w klimatycznym Rzeszówku. Jak okiem sięgnąć wszędzie jest żółto-zielono, a to za sprawą licznie występującej tutaj nawłoci.

Maciej pokazuje nam jak wygląda dzika marchewka. Nawet miałam okazję spróbować jej korzeń – faktycznie, smakował jak marchew 😮

Na warsztatach zrobiliśmy krupnik z gąszczem z pokrzywy, czekoladki na liściach mięty, melisy oraz na płatkach dzikiej róży. Do tego zajadaliśmy się sałatkami z gwiazdnicą, nagietkiem, dziką rukolą, liśćmi żywokostu w cieście naleśnikowym, chrupaliśmy placki z ziołami smarując je zielonym pesto z liści mniszka, rukoli, a na ochłodę zrobiliśmy wody smakowe: kurdybanek z pomarańczą, anginka z ogórkiem, lawenda z cytryną. Wszystkie smaki tak idealnie do siebie pasowały, że ciężko nam później było wstać od stołu 😉

Ałć! Pokrzywa 🙂
Maciej wiedział kogo wybrać – dostaliśmy bojowe zadanie oberwania liści pokrzywy i usmażenia ich z cebulą na maśle nad ogniskiem. Szczypiące palce pamiętamy do dzisiaj.
Smażenie pokrzywy z cebulą na maśle i to w dodatku nad ogniskiem było niesamowitą frajdą. Musimy częściej powtarzać gotowanie na żywym ogniu.
Krupnik z gąszczem z pokrzywy oraz chrupiący placek z ziołami. Zielony Wulkan zadbał nawet o eko naczynia – nie było ani grama plastiku.
Czekoladki na liściach mięty, melisy i płatkach róży. W kubeczkach Maciej przygotował deser jaglany, który polewaliśmy prawdziwym syropem klonowym. Syrop powstał w Zielonym Wulkanie pod okiem Macieja i jego żony.
Czarny gar skrywa ciepły krupnik zagęszczany roślinnym gąszczem.
Wody smakowe do których użyliśmy między innymi lawendy, anginki i liści kurdybanka.
Wrotycz – zapach w dzieciństwie znienawidzony, za to w dorosłym życiu stał się zapachem ulubionym, bo przypominającym lato.

Poszukiwanie agatów

W Górach Kaczawskich byłam kiedyś na studenckich praktykach z geologii. To miejsce legendarne dla studentów Uniwersytetu Śląskiego, bo każdy rocznik geografii odbywał tu swoje praktyki terenowe z przedmiotu geologia. Spaliśmy w starym dworku w Muchowie, który stoi po dziś dzień i prawdopodobnie studenci geografii nadal tam jeżdżą (jeśli coś się zmieniło dajcie znać!).

Poranki w Krainie Wygasłych Wulkanów.

Z praktyk pamiętałam wiele ciekawych miejsc, ale szczególnie zapadło mi w pamięć poszukiwanie agatów w Nowym Kościele. Aby nie robić tego samodzielnie wybrałam się na warsztaty do pana Piotra, który ma swój zakład kamieniarski w Nowym Kościele i prowadzi w trakcie wakacji warsztaty poszukiwania agatów w pobliskim lesie. Podobne warsztaty można znaleźć w Lubiechowej.

Na agaty warto wybrać się z dziećmi, które mają o wiele lepszy dar poszukiwania niż dorośli. Uwierzcie mi, okazy jakie znalazły dzieciaki były nie dość że duże to jeszcze kolorowe i przepięknie wybarwione. Ja nie miałam zbyt wiele szczęścia i znalazłam kilka małych agatów, które po wyszlifowaniu okazały się przeciętne. Później cieszyłam się, że cokolwiek znalazłam.

Znalezione małe cudo – agat z Nowego Kościoła.
Mini geoda – robi mini wrażenie 🙂

Poszukiwania – do kogo się udać?

Poniżej podaję wam kilka przydatnych kontaktów na wyprawy geologiczne. Mam nadzieję, że kiedyś z nich skorzystacie.

Warsztaty poszukiwania i obrabiania agatów

  • Obróbka kamieni szlachetnych Piotr Sarul, ul. Jeleniogórska 33/1, 59-540 Nowy Kościół +48 607 706 745, +48 75 712 42 34, e mail: sarul.piotr@op.pl . Poszukiwanie agatów trwa ok 1 h, warto zabrać ze sobą lnianą torbę na okazy, ponieważ nikt nie wraca z pustymi rękami. W pracowni Pana Piotra agaty tnie się i szlifuje. Cały warsztat trwa ok 2-3 godzin. Koszt na osobę to 30 zł. Bilet rodzinny 100 zł.
  • Wyprawa geologiczna dla zaawansowanych (od 10 lat) lub poszukiwanie i obrabianie agatów i ametystów: +48 796 113 103 Pan Marcin, martin.jaskiewicz@gmail.com, Sudecka Zagroda Edukacyjna, Dobków 66, 59-540 Świerzawa. Prawdziwe warsztaty z geologiem – z wykształcenia i zamiłowania. Pan Marcin zapewnia młotki i okulary co czyni warsztat jeszcze bardziej profesjonalnym!

Zamek Grodziec

Zamek Grodziec został zbudowany na bazaltowym powulkanicznym wzgórzu (w Górach i na Pogórzu Kaczawskim prawie wszystko jest powulkaniczne, dlatego to najlepszy region dla geologów). Wysokość wzgórza jest nieznaczna, tylko 389 m n.p.m. jednak wspinaczka na stromą górę daje w kość. My miałyśmy to szczęście, że zwiedzałyśmy zamek poza sezonem, dlatego udało się zaparkować samochód tuż pod bramą zamkową. Czy to legalne? Nie wiem, ale nikt nas nie zatrzymał , mandatu też nie dostałyśmy. Byłyśmy tam zupełnie same, miałyśmy zamek tylko dla siebie. Miło było dotykać czarnych i chropowatych skał bazaltowych, w których odznaczają się duże kryształy oliwkowych oliwinów.

Bajkowe wejście do Zamku Grodziec.

Nadal ciepłe, ale wrześniowe już popołudnie spędziłyśmy wśród czarnych, bazaltowych skał z których został zbudowany zamek Grodziec. O historii zamku możecie dowiedzieć się więcej na stronie Zamku Grodziec, a sięga ona 1155 roku, jest burzliwa i bardzo ciekawa. Mieszkańcy zamku mieli za zadanie strzec bezpieczeństwa kupców przemieszczających się królewską drogą, ważnym szlakiem handlowym Europy. W późniejszych wiekach zamek zostaje rozbudowany przez książąt legnicko-brzeskich.

Zamek Grodziec był rezydencją turniejową, gdzie odbywały się również liczne uczty. Koniec świetność zamku to rok 1633, czyli okres wojen trzydziestoletnich. Odbudowany zostaje na początku XX wieku. Ciekawostką jest, że w trakcie II Wojny Światowej zamek staje się skarbcem na zbiory Biblioteki Berlińskiej oraz cennych zbiorów zrabowanych przez Niemców w trakcie trwania wojny. Dziś, po wielu latach remontów i renowacji znów staje się atrakcją regionu.

Obecnie odbywają się tutaj imprezy o zasięgu regionalnym, a nawet międzynarodowym (źródło: http://grodziec.net):

  • Legnicko-Brzeski Turniej Rycerski o Srebrny Pierścień Kasztelana
  • Międzynarodowe Biesiady Zespołów Kresowych
  • Śląskie Święto Pieśni
  • Agroturystyczne Święto Wina i Miodu Pitnego
  • Historia Zamku Grodziec

Olbrzymim walorem zamku jest jego niepowtarzalne położenie, trochę podobne to Zamku Chojnik, bo ze wzgórza rozpościera się widok na całą okolicę, a widać z niego nawet Karkonosze.

Mama zachwycona, nawet stwierdziła, że zamek jest ładniejszy od Zamku Czocha.

Jeśli jesteście fanami filmików historycznych, a nie tekstu pisanego to polecam Wam poniższy film z kasztelanem zamku w roli głównej. Film krótki, ale bardzo treściwy i ciekawy.

Zamek Świny

Mało znany zamek, a właściwie ruiny zamku Świny na Pogórzu Kaczawskim są miejscem omijanym przez wielu turystów podróżujących w ten region Dolnego Śląska. Zamek Świny jest najstarszym prywatnym zamkiem na terenie Polski. Zbudowany z brunatno-czerwonego zlepieńca na wzgórzu zamkowym, góruje nad małą miejscowością. Leży godzinę drogi od Wrocławia, nieopodal słynnego Bolkowa. Warto się tam zatrzymać na kilka chwil.

Do zamku można podjechać samochodem pod samą bramę. Na drzwiach bramy wisi tabliczka z namiarem na klucznika. Wstęp 5 zł. Ruiny można obejść dookoła, a na wielkim dziedzińcu, w środku zamku jest punkt widokowy na najbliższą okolicę. To miejsce jest naprawdę odlotowe.

Zamek Świny
Zamek Świny pomimo wielu renowacji wciąż pozostaje ruiną.

Zamek był pierwotnie grodem, następnie zamkiem obronnym, a od początku XVII wieku zamkiem mieszkalnym. Fragment murów, który wystaje spod bujnej zieleni nie zapowiada tego, co znajduje się na szczycie wzgórza. Zamek wielokrotnie był poddawany renowacjom. Do dnia dzisiejszego nadal pozostaje ruiną.

Mieszkali w nim dzielni i waleczni Świnkowie. Według wielu średniowiecznych zapisków cechowali się długowiecznością i … skłonnościami do nadużywania wina.

Więcej o zamku Świny znajdziesz w moim wpisie o tutaj.

Zamek Świny
Brama wjazdowa do Zamku Świny.

Zamek Bolków

Dwa zamki na Dolnym Śląsku, zamek w Bolkowie i zamek Świny łączy tajemniczy podziemny tunel. Tunel, który jest legendą pojawił się nawet na wyemitowanym w 1923 roku jednomarkowym niemieckim Notgeldzie (Notgeld to banknot kryzysowy, pieniądz zastępczy). Bolkowska młodzież wystawiała nawet sztuki o miłości i kochankach ukrywających się w słynnym przejściu. Dziś piękne ruiny zamku, którym przez ponad sto lat władali kolejni książęta piastowscy mogą odwiedzać turyści. Burzliwe dzieje budowli rozpoczynają się pod koniec XIII wieku, kiedy to pełnił funkcję skarbca.

Zamek w Bolkowie znajduje się w gminie Bolków na Dolnym Śląsku, a położony jest na Zamkowym Wzgórzu (396 m n.p.m.), wokół którego rozbudowane jest całe miasteczko. Stary rynek, dziś w przebudowie otaczają małe kamieniczki, a tuż za nimi domki z ogródkami graniczącymi z murami zamku. Zamek zbudowano z łupków krystalicznych diabalzaltowych o zabarwieniu zielonym i łupków czerwonych oraz piaskowca. Warownia w Bolkowie jest często mylona z zamkiem w miejscowości Świny, który jest dobrze widoczny z wieży bolkowskiego zamku.

Gmina Bolków jest bardzo zielona. Większość terenów to obszary rolnicze, sporo tu agroturystyki, a możliwości do aktywnych form wypoczynku nie brakuje. Oprócz zamków w obrębie gminy znajduje się rezerwat Różowe Wapienie w Nowych Rochowicach oraz rezerwat Buki Sudeckie w okolicach Nowych Rochowic i Mysłowa. Większość terenów gminy leży w obrębie otuliny dwóch parków krajobrazowych – Rudawskiego Parku Krajobrazowego oraz „Chełmy”.

Dojazd

Aby dojechać tuż pod zamek należy w nawigacji wpisać ulicę Księcia Bolka 11. Dzięki temu nie będziecie kluczyć, a dostaniecie się od razu na parking u podnóża zamku. Jadąc od strony Jawora jako pierwszy będziemy mijać zamek Świny. Dopiero później ukarze się piękny zamek Bolków. Do Bolkowa można także dojechać komunikacją publiczną z Jeleniej Góry (ok 30 min) i Wrocławia (ok 1 godziny) – miasteczko położone jest na przecięciu dwóch dróg krajowych nr 3 i 5.

Więcej o zamku w Bolkowie przeczytasz we wpisie pod tym linkiem.

Zamek Bolków
Zamek w Bolkowie ma przedziwną konstrukcję.

Rezerwat Wąwóz Lipa

Rezerwat Wąwóz Lipa powstał w celu ochrony najliczniejszej w Polsce populacji salamandry plamistej. Nam nie udało się jej zobaczyć, ale bardzo miło spędziłyśmy czas spacerując częściowo po wąwozie, a częściowo po okolicznych lasach. Jestem zwolenniczką wolnego podróżowania, czyli podróżowania z sensem, a nie zaliczania atrakcji tylko po to, aby móc powiedzieć „BYŁAM TAM!”. Nie zobaczyłyśmy wąwozu w całości, bo o wiele bardziej zachwyciły nas okoliczne wioski, o których napisałam kilka zdań poniżej. Przez rezerwat Wąwóz Lipa prowadzi niebieski szlak turystyczny z Lipy do Nowej Wsi Wielkiej.

Dużo ciekawostek o roślinach chronionych w tej okolicy znajdziecie na przyrodniczo.pl. Warto skorzystać z ich wiedzy zanim gdziekolwiek się wyruszy.

Zdecydowanie polecam spacer po okolicy. Poza Rezerwatem Wąwóz Lipa można również odwiedzić Wzgórze Storczykowe.

Nowa Wieś Wielka

W Nowej Wsi parkowałyśmy nasz samochód aby dojść do rezerwatu Wąwóz Lipa. Najlepiej zostawić samochód pod kościołem, jest tam mały parking na 3-4 samochody. Z tego miejsca do Wąwozu jest ok 1,5 km. Wioska wydaje się bardzo mała, ale spotkałyśmy po drodze kilka osób, które z uśmiechem nas przywitały. Czułyśmy się z mamą bardzo swojsko.

Kiedy umieściłam to zdjęcie na Instagramie jedna z moich obserwatorek napisała „Oooo dom mojej babci”. Zrobiło mi się bardzo miło, że miała okazję go zobaczyć. Był wyjątkowy, sama chciałabym taki mieć.
Przydrożne krzyże i kapliczki – zawsze wdzięczny obiekt do fotografowania.
Zrujnowany aczkolwiek uroczy dom w centrum miasteczka. Nie znalazłam informacji czy jest ważnym obiektem we wsi, ale skoro znajduje się w centrum to przypuszczam, że kryje w sobie wiele ciekawych historii.

We wsi znajduje się mały gotycki kościółek p.w. Wniebowzięcia NMP z 1399 roku, który jest otoczony kamiennym murem. Kościół oplata niewielki cmentarz z bujnie rosnącą trawą. W XVIII wieku kościół został przebudowany co sprawiło, że zatarły się jego cechy stylowe. Wewnątrz można zobaczyć gotyckie sakramentarium i drewnianą rzeźba Madonny z Dzieciątkiem (prawdopodobnie z około 1500 roku), a także barokowy ołtarz. Na ścianach zachowały się renesansowe nagrobki rycerskie i epitafia, co niektórych może mocno zszokować, bo z zewnątrz kościół wygląda bardzo niepozornie.

Gotycki kościółek p.w. Wniebowzięcia NMP z 1399 roku.
Rzeźba Jezusa przypomina rzeźbę Wenus z Milo. Cóż za podobieństwo…

Co warto jeszcze zobaczyć?

Poza wspomnianymi atrakcjami regionu warto odwiedzić inne, równie ciekawe miejsca. Bez wątpienia trzeba pojechać zobaczyć Organy Wielisławskie, Górę Stromiec, Okole (wygasły wulkan), Rezerwat Góra Miłek, Rezerwat Buczyna Storczykowa, Radogost, Czartowską Skałę, Wzgórze Rataj i Małe Organy Myśliborskie, Zamek Lenno, Stare Miasto w Złotoryi (gdzie można również wziąć udział w płukaniu złota) oraz słynny Kościół Pokoju w Jaworze. Ten wpis na pewno będzie uzupełniany o kolejne atrakcje i miejsca warte zobaczenia – bądźcie tego pewni! To nie nasz ostatni raz na „Kaczawach” 🙂 Tam jest tyle pięknych miejsc, że aż żal nie wracać.

Jeśli chodzi o dzieci to warto wziąć udział w zabawie i zostać odkrywcą Krainy Wygasłych Wulkanów. O Paszporcie Odkrywcy znajdziesz więcej informacji tutaj. Spotkaliśmy w te wakacje wiele rodzin, które wzięły udział w tej bardzo edukacyjnej zabawie. Uśmiechy dzieciaków mówiły jedno – to był bardzo radosny i wartościowy czas.

No cóż, chyba trzeba już zakończyć ten wpis, który chyba zostanie najdłuższym wpisem bijąc na łeb na szyję kolorowe i przepiękne Sifnos. Jednak cieszy mnie to, bo Polska jest piękna, a ja mam nadzieję, że będziecie ją zwiedzać z tak dużą przyjemnością jak ja i Krzyś. Jeśli kiedykolwiek tam dotrzecie dzięki nam – dajcie znać. To dla nas ważne wiedzieć skąd czerpiecie inspiracje i że nasza praca jest dla kogoś przydatna. Miłego czytania naszego bloga!

Poniżej praktyczne info dot. Gór i Pogórza Kaczawskiego 🙂

Pozdro! 🙂

Praktyczne informacje:

  • Kup mapę Gór i Pogórza Kaczawskiego! Koszt to kilka złotych, a zapewniam Cię, że to będzie najcenniejsza pamiątka z wakacji. Mapa ułatwi Ci podróżowanie po regionie i dzięki niej dotrzesz do wielu ciekawych miejsc. GPS nie zastąpi ci wszystkiego 🙂
  • Warsztaty gotowania z dzikich roślin : Zielony Wulkan: Ziołami Inspirowane – Rzeszówek 33, 59-540 Świerzawa, +48 606 571 682, +48 693 476 994, kontakt@zielonywulkan.pl – koszt ok 70 zł/os
  • Rowery: Tylko i wyłącznie w Sudety Trail – koszt zależy od ilości godzin wypożyczenia roweru. Polecam ich serdecznie!
  • Agaty: Obróbka kamieni szlachetnych Piotr Sarul, ul. Jeleniogórska 33/1, 59-540 Nowy Kościół +48 607 706 745, +48 75 712 42 34, e mail: sarul.piotr@op.pl . Poszukiwanie agatów trwa ok 1 h, warto zabrać ze sobą lnianą torbę na okazy, ponieważ nikt nie wraca z pustymi rękami. W pracowni Pana Piotra agaty tnie się i szlifuje. Cały warsztat trwa ok 2-3 godzin. Koszt na osobę to 30 zł. Bilet rodzinny 100 zł.
    Wyprawa geologiczna dla zaawansowanych (od 10 lat) lub poszukiwanie i obrabianie agatów i ametystów: +48 796 113 103 Pan Marcin, martin.jaskiewicz@gmail.com, Sudecka Zagroda Edukacyjna, Dobków 66, 59-540 Świerzawa. Prawdziwe warsztaty z geologiem – z wykształcenia i zamiłowania. Pan Marcin zapewnia młotki i okulary co czyni warsztat jeszcze bardziej profesjonalnym!
  • Przyrodnicze informacje o regionie, ciekawostki roślinne i masa przydatnej wiedzy tylko na przyrodniczo.pl;
  • Sudecka Zagroda Edukacyjna – edukacja przyrodnicza i zarażanie pasją do Nauk o Ziemi 🙂 Najlepsze miejsce do poznawania wulkanicznej przeszłości naszej Ziemi.
  • Paszport odkrywcy dla dzieci – Odkrywca Krainy Wygasłych Wulkanów – aktywny czas z dziećmi;
  • Wszystkie atrakcje regionu znajdziecie na Góry i Pogórze Kaczawskie;
  • Zamek Grodziec – wstęp ok 10 zł od osoby. Więcej informacji znajdziecie na stronie zamku;
  • Gastronomia: Restauracja Villa Greta, Restauracja Młyn Wielisław, Restauracja Ratuszowa w Jaworze;
  • Dolnośląski Zespół Parków Krajobrazowych – wiele przydatnych informacji z zakresu geologii, geomorfologii, fauny, flory, ochrony przyrody i zasobów kulturowych.