Skamiejka – z krótką wizytą w Rosji

Po ostatniej wizycie we Włoszech, zjedzeniu Cacio e pepe, spaghetti aglio olio peperoncino, pizzy, tortelloni, tortellini i innych włoskich wynalazków powiedzieliśmy basta! Wróćmy do Europy środkowo-wschodniej albo nawet bardziej na wschód, przecież za niedługo tam jedziemy, a okazji do poznania kuchni wschodniej nie mamy zbyt wiele. Na szczęście wracając głodni i marudni natrafiliśmy na Skamiejkę. Na każdym praskim rogu jest albo pizzeria albo inny włoski wynalazek więc długo nie musieliśmy się zastanawiać, kiedy na horyzoncie zabłyszczały kryształy i kolorowe malowane łyżki… Wchodzimy!


Mała, niepozorna…

Niepozorna rosyjska restauracyjka z kilkoma stolikami, z dużym kolorowym żyrandolem i zabytkami z poprzedniej epoki zachęcała do wejścia i zamówienia czegoś ciepłego. Na menu nie musieliśmy długo czekać. W karcie kilka dań – przystawki, zupy, dania główne, dwa desery, gruzińskie wina, lemoniady i rosyjskie piwa.

Skamiejka jest maleńka, serwuje przede wszystkim rosyjskie dania choć w karcie znalazły się też gruzińskie – zupa charczo i chinkali, a także słynne lemoniady w różnych smakach. W środku wszystko do siebie pasuje – tu jakaś kanapa, tu kolorowe poduchy, zegar, który nawet miała moja babcia, samowary, lalki, książki i wiecznie żywe w użytku kryształy. Przyglądałam się wszystkiemu z ciekawością.

Zamówiliśmy solankę, wareniki na słodko z twarogiem, chinkali i gruzińską lemoniadę estragonową. Czas oczekiwania mijał przyjemnie, w tle łagodnie zawodziła rosyjska muzyka. Młody kelner podał na początek świeże pieczywo, śmietanę i domowej produkcji ostrą rosyjską musztardę. Nie zastanawiając się zbyt długo otworzyliśmy gęstą i lekko suchą, podobną do masła orzechowego musztardę. Już po samym zapachu można było przypuszczać, że musztarda jest ostra… Zanurzyłam końcówkę noża w małym słoiczku, odłamałam kawałek chleba, nałożyłam musztardę … trzy sekundy w ustach i eksplozja. Najpierw poczułam chrzan, potem wasabi, potem coś innego ostrego, potem wszystko naraz, potem poczułam jakby przez całe drogi oddechowe przebiegł płomień, a na samym końcu ból w potylicy. Cały proces powtórzyłam jeszcze raz – tak, efekt był taki sam i trwał jakieś 6 sekund. Kelner na moje pląsy odwrócił się od lady i zapytał „Musztarda?”. Tak, musztarda pomyślałam…

Skamiejka jest perełką w tej części miasta. Kontrastuje z tanimi i średniej jakości pizzeriami, budkami z kebabem wątpliwego pochodzenia, fast foodami. Tu wszystko jest świeże, ślicznie podane i smaczne – jak u mamy. Mimo rozrostu Pragi i pojawieniu się wielu naprawdę ciekawych miejsc Skamiejka pozostanie naszą perełką. Jest wyjątkowa, nie znam drugiej takiej restauracji, gdzie czułam się jak w domu.

Na stół pierwsza wkroczyła solanka – zupa z mięsiem wołowo-wieprzowym, ogórkami kiszonymi, kaparami i oliwkami (14 zł). W smaku cudowna i bardzo pożywna. Kelner polecił, żeby nałożyć do zupy śmietany – stała się łagodniejsza i bardziej kremowa. Polecamy i Wam!

Po kilku minutach podano gorące chinkali i wareniki na słodko z twarogiem. Chinkali (23zł) to gruzińska potrawa i obawiałam się, że nie będzie smakować tak jak w Gruzji. Myliłam się – pyszny rosół wylewał się gęsto z pierogów, a mięso było doprawione mocno wyczuwalną kolendrą. Wareniki (18 zł) to takie nasze pierożki na słodko, tyle tylko, że ciasto było łagodne i lekkie. Nie sprawiały wrażenia ciężkiego dania.

Aby tradycji stało się zadość wszystko uczciłam lemoniadą estragonową. Ten zielony trunek jest moją wielką słabością…

Na koniec wizyty poprosiliśmy o rachunek. Owszem dostaliśmy, ale … w matrioszce 🙂 Przyjemnie było otwierać laleczkę za laleczką aby dostać się do rachunku.

Miło było wrócić na Nieporęcką, tym bardziej, że znam okolicę bo kiedyś mieszkałam blisko Kawęczyńskiej na słynnych Szmulkach. Niedzielne popołudnie jest tu leniwe i spokojne, a potrawy ze Skamiejki rozgrzały nas i pobudziły kubki smakowe. Do restauracyjki wrócimy nie raz – Was również tam zapraszamy! 🙂

Adres:
Skamiejka
Ząbkowska 37
03-736 Warszawa

https://www.facebook.com/Skamiejka/