Świadome podróże,  Zero waste

Zakupy zero waste – jak się na nie przygotować bez fanatyzmu i spiny? Zacznijmy od woreczków.

Od dwóch lat uczę się żyć zero waste. Mogę powiedzieć, że momentami jest to bardziej less waste niż zero, jednak każdy dzień uczy mnie czegoś nowego i staram się nie zniechęcać do podjętych działań na rzecz środowiska. Dzielę się z Wami zarówno sukcesami, jak i porażkami, bo przecież nie zawsze wszystko mi się udaje. Niektórzy to rozumieją, są zmotywowani do podjęcia samodzielnych działań, piszą, że dzięki mnie zaczęli walkę z plastikiem, a inni wyśmiewają i mówią, że to nierealne żyć bez śmieci. I z jednymi i drugimi muszę zbić piąteczkę. Wszystko, co posiadamy, będzie kiedyś odpadem i tylko od nas samych zależy, jak dużo tego odpadu wyprodukujemy. Im mniej kupujemy, tym mniej śmieci wyprodukujemy.

Małe zmiany

Aktywnie włączam się w walkę o lepszy stan naszego środowiska, ale sama nie jestem bezśmieciową ekstremistką i również odnoszę porażki. Uczę was jak zmieniać nasze nawyki na bardziej przyjazne, ale nie oczekuję, że nagle w 100% zmienicie swoje przyzwyczajenia i porzucicie dotychczasowy styl życia. To poniekąd nierealne. Mnie samej przecież wiele razy nie udaje się życie zero waste. Wiem jednak, jak ja bardzo potrzebowałam na początku swojej drogi wsparcia i zrozumienia, a także wielu cennych wskazówek, aby nie poddać się i nie porzucić tego wszystkiego w cholerę. Wszelkie próby narzucenia sobie ostrych zasad budziły frustrację, niechęć i wywoływały doła, bo czegokolwiek się nie chwyciłam, nigdy nie byłam perfekcyjna. Po prostu nie byłam w stanie przestrzegać wszystkiego w 100%.

Dlatego zaczynałam życie zero waste dwa razy. Pierwszy raz chciałam być zbyt super na nową ideę, a za drugim razem przestałam szaleć i zaczęłam robić wszystko w swoim tempie. Nie patrzę na innych, nie liczę maniakalnie ilości wyprodukowanych śmieci, każdego dnia staram się robić coś więcej, niż robiłam kilka lat temu. Te dwa lata dały mi sporo radości i zmieniły podejście, ale też nauczyły nie skupiać się na porażkach w tej sprawie. Dbanie o środowisko ma być przyjemnością, a nie karą za dotychczasowe konsumpcyjne życie.

„Gdyby każdy tak zmienił chociaż trochę, razem zmienilibyśmy wiele”

Są takie sfery życia codziennego, od których najłatwiej zacząć wprowadzanie idei zero waste. Mam tutaj na myśli zakupy w warzywniaku i piekarni i porzucenie nieszczęsnych foliówek. Dzisiaj mogę wam powiedzieć, że eliminacja foliówek, w które pakujemy owoce, warzywa i pieczywo była jedną z przyjemniejszych zmian w moim życiu i na pewno najprostszych! Gdybym wiedziała to dwa lata temu, to od razu zaczęłabym od znalezienia wielorazowych materiałowych woreczków na kupowane produkty. Dziś radzę początkującym zacząć od tej części naszego życia, bo to pierwszy krok, a duża zmiana.

Foliówki to zmora naszego społeczeństwa. Czas użytkowania jednej foliówki wynosi ok. 20 minut. Po tym czasie staje się śmieciem, czyli fachowo nazywając odpadem. Każdego roku tysiące foliówek ląduje w koszach, później na wysypiskach śmieci, a jeśli nie tam to w oceanach. Niewielka część tego, co zużyjemy, jest utylizowana lub przetwarzana. Większość z nich nadal podlega składowaniu. Foliówki w oceanach rozkładają się na mikroplastik, są także połykane przez zwierzęta takie jak żółwie, które mylą je ze swoim pożywieniem – meduzami.

Skąd wziąć wielorazowe woreczki?

Moje pierwsze woreczki kupiłam u Pani Zosi, którą poznałam w Przystani Sąsiedzkiej. Szybko je rozdałam, ponieważ były kolorowe i łatwo w nie było pakować ciężkie pomarańcze czy ziemniaki. Do dziś został mi tylko jeden. Kolejne próbowałam uszyć sama, nawet sprowadziłam z domu rodzinnego maszynę do szycia, ale moje umiejętności okazały się zbyt małe i niewystarczające. Uszyłam trzy pokraczne woreczki, z których znów ostał się tylko jeden.

Szybko porzuciłam pomysł własnoręcznego szycia i zdałam się na pomoc innych. Długo kupowałam warzywa gołe i do pokracznych woreczków, a z czasem koleżanka z Gdańska również wkręciła się w temat i uszyła dla mnie kilka woreczków z domowych, nieużywanych już firanek. O takich znajomych walczyłam! Można powiedzieć – mam szczęście! Co jeśli nie mamy maszyny, nie umiemy szyć i nie mamy znajomych, którzy mogą takie woreczki dla nas uszyć?

Zakupione woreczki na warzywa lub te, samodzielnie uszyte są świetną alternatywą dla foliówek.

Wystarczy takie woreczki zakupić. Jak już wspomniałam, dbanie o środowisko ma być przyjemnością. Na pewno wiele razy usłyszycie od typowego zero wastera, że możesz sobie sam/sama takie woreczki uszyć. No jasne, że można. Sęk w tym, że albo nie umiemy, nie wiemy jak lub jesteśmy po prostu… leniwi 🙂 Ja nie umiem i nie zapiszę się na kurs szycia tylko po to, żeby uszyć sobie woreczki wielorazowe. Szanuję swój czas no i wolę wspierać małe, lokalne oraz rodzinne biznesy niż męczyć się przy szyciu, które mi totalnie nie wychodzi.

Gdzie kupić wielorazowe woreczki?

Sklepy internetowe roją się od takich produktów. Nie wszystkie są wykonane z naturalnych materiałów, a to generalnie także powinno być dla nas ważne. Osobiście mogę wam polecić sklep internetowy Bambusowa, gdzie macie gwarancję, że woreczki zostały uszyte w 100% z bawełny z certyfikatem OEKO-TEX. Czym zatem jest certyfikat OEKO-TEX i dlaczego jest tak ważny?

STANDARD 100 by OEKO-TEX ® jest wiodącym w świecie znakiem bezpieczeństwa wyrobów włókienniczych. Produkty, którym przyznano ten znak, są wolne od substancji szkodliwych w stężeniach mających negatywny wpływ na stan zdrowia człowieka m.in. pestycydów, chlorofenoli, formaldehydu, barwników alergizujących, zabronionych barwników azowych i ekstrahowalnych metali ciężkich.” (źródło: http://iw.lodz.pl/certyfikacja/standard-100-by-oeko-tex/)

Woreczki od Bambusowej są przyjazne dla środowiska, bezpieczne dla ludzi i są wykonane z materiałów biodegradowalnych. Uszyte zostały w Polsce z materiałów, które także wyprodukowano w naszym kraju, więc dbamy również o wspieranie polskich przedsiębiorców i pracowników, a do tego ślad węglowy takiego produktu jest o wiele mniejszy niż tych sprowadzanych z zagranicy (np. Chin).

Jakie produkty polecam na sam początek?

Można powiedzieć, że po dwóch latach jestem już doświadczonym konsumentem w temacie wielorazowych woreczków. Wiem jakie rozmiary woreczków sprawdzają się na moich zakupach, czego potrzebuję najwięcej, a co jest zbędne. Każdy z was musi przeanalizować, co najczęściej zdarza się wam kupować i wtedy dostosować rozmiar woreczka do zakupów. Wybór jest duży, a rozmiary aż trzy! Zacznijmy od najmniejszych woreczków na drobne produkty.

Moje pierwsze profesjonalne woreczki ze sklepu Bambusowa.

Małe woreczki na drobne warzywa i owoce

Małych woreczków używam najczęściej. Zazwyczaj pakuję w nie produkty, które kupuje się na sztuki np. czosnek, kiwi, lub produkty na wagę, które są małe np. mikro marchewki, kilka cytryn czy małych cebul. Takie woreczki mam zawsze w torebce na awaryjne i nieplanowane zakupy. Po złożeniu mieszczą się w bocznej kieszonce torebki i zajmują bardzo mało miejsca.

Na zdjęciach poniżej małe woreczki w rozmiarze S, które wykorzystałam na cebulę i marchew. Na pewno sprawdzą się na małych zakupach, a także u osób, które kupują mniej lub prowadzą jednoosobowe gospodarstwo domowe. Zmieści się do nich kilka cytryn, kiwi, cztery jabłka lub trzy pomarańcze, marchew, cebula, seler czy pietruszka. Wszystkie woreczki możecie zobaczyć po kliknięciu tutaj.

Małe woreczki zawsze zmieszczą się do torebki lub plecaka. Są idealne na mniejsze warzywa lub owoce kupowane na sztuki.
Woreczki sprawdzą się także w podróży, mogą być alternatywą dla foliówek, w które bardzo często pakujemy pogrupowane ubrania.

Średnie i duże woreczki wielorazowe na większe zakupy

Większe woreczki przeznaczone są na duże zakupy. Zabieram je rzadziej i najczęściej wtedy, kiedy gotuję dla większej ilości osób, robię soki owocowe lub przetwory. Przydają się również na ciężkie ziemniaki. Idealnie nadają się do zakupu owoców i warzyw, bo dzięki siateczce bez problemu widać co się w nich znajduje. Co ważne – woreczki można stosować nie tylko do produktów spożywczych, ale i do zabawek, kosmetyków czy przechowywania bielizny w podróży. Ich wielozadaniowość jest kolejnym atutem produktu.

Jeśli nie wiesz jakie woreczki sprawdzą się u ciebie, to zawsze możesz wybrać zestaw w trzech różnych rozmiarach. Znajdź dla siebie wielorazowe woreczki i śmigaj na zakupy!

Zestaw woreczków w trzech rozmiarach na małe, średnie i duże produkty.
Kolejne udane zakupy zero waste w ulubionym warzywniaku. Woreczki możecie również zabierać do hipermarketów.

Zakupy w piekarni – pieczywo do lnianych i bawełnianych worków

Sprzedawczynie z mojej ulubionej piekarni zawsze wyciągają jako pierwsze rękę, ponieważ wiedzą, że mam swój woreczek. Ostatni rok to miła współpraca i wiele rozmów na temat ekologii i foliówek w piekarniach. Początki nie były łatwe, ale z czasem nabrałyśmy do siebie zaufania i każda moja wizyta u nich to duży uśmiech i ciepłe słowa na do widzenia.

Na pieczywo lubię zabierać bawełniany lub lniany worek. Woreczki z siateczki sprawdzają się tutaj gorzej, ponieważ pieczywo jest zazwyczaj chropowate, dobrze wypieczone i chrupkie, co powoduje kruszenie się i odpadanie ziaren, a także zahaczanie o siateczkę. Lepiej mieć worek z jednego kawałka materiału bez zbędnych dziurek czy siateczek. Do jednego dużego worka można spakować jeden bochenek dużego chleba lub 2-3 mniejsze np. wieloziarniste. Zmieszczą się również małe bagietki czy kilka bułek. Zazwyczaj nie przekładam w domu pieczywa do innych worków, tylko pozostawiam w lnianych/bawełnianych aż do zjedzenia.

Do takich worków można również kupować produkty sypkie, takie jak kasze, makarony, zioła, herbaty, kawy ziarniste, bakalie czy nawet mąki. Wszystko zależy od waszej kreatywności. Ja tym razem kupiłam czerwoną soczewicę i chleb.

Worek lniany – zalety produktu

Używanie lnianego worka na pieczywo ma na celu oczywiście ograniczenie zużywania plastikowych torebek w piekarniach. Worek świetnie sprawdzi się nie tylko przy zakupie pieczywa, ale i przy jego przechowywaniu, bo len jest naturalnym materiałem, niezmiękczanym, wyprodukowanym w Polsce.

Nie wiem, czy wiecie, ale len jako ekologiczny materiał posiada antybakteryjne właściwości. Po zakupie nie trzeba go prać czy dodatkowo czyścić – można używać wielokrotnie bez potrzeby prania. Musicie jedynie pamiętać, aby po każdorazowym użyciu woreczek wytrzepać, aby nigdzie nie zaległy resztki jedzenia.

W przypadku kiedy się zabrudzi, wystarczy go ręcznie przemyć lub wyprać w pralce w 40 st. Celsjusza. Nie ma konieczności regularnego prania – nie marnujemy w ten sposób wody 😉 Po przepraniu, można go wyprasować. Tkanina świetnie radzi sobie z wysokimi temperaturami i nie traci swoich naturalnych właściwości. Lniane woreczki ze sklepu Bambusowa znajdziesz tutaj.

Lniany worek jest przeznaczony przede wszystkim na pieczywo. Len jako ekologiczny materiał posiada antybakteryjne właściwości.
Porównanie woreczka lnianego i bawełnianego. U mnie woreczki bawełniane służą do transportowania sypkich produktów.

Worek bawełniany – zalety produktu

Bawełniane woreczki idealnie nadają się do zakupu produktów sypkich takich jak orzechy, fasola, różnego rodzaju kasze, makaron oraz przy zakupie pieczywa. Woreczki można stosować nie tylko do produktów spożywczych, ale i do zabawek, kosmetyków czy przechowywania bielizny w podróży. Posiadają po dwa sznureczki, dzięki którym zamykanie ich jest bardzo proste, a zawartość pozostaje w środku. A co z naklejaniem cen zapytacie? Spokojnie, bez problemu odkleisz od nich metkę. Można je również prać ręcznie. Bawełniane woreczki ze sklepu Bambusowa znajdziesz tutaj.

Wielorazowe woreczki w kratkę przypominają mi wakacje w moim domu i ceratę u babci w kuchni. To taki miły powrót do wspomnień z dzieciństwa.
Coraz większa ilość sklepów oferuje swoim klientom produkty sypkie na wagę. Nawet w supermarketach znajdziesz działy, gdzie kupisz cukierki, kaszę, fasolę czy bakalie do własnego woreczka.

Pakuję produkty do własnych woreczków

Aby wyrobić w sobie nawyk pakowania produktów do własnych woreczków trzeba także zacząć planować swoje zakupy, a nie robić je spontanicznie. W mojej torebce zawsze mam schowane woreczki na warzywa i owoce, ponieważ są lekkie i wszędzie się zmieszczą, ale tak naprawdę na większe zakupy w stylu zero waste zawsze planuję sobie popołudniowe wyjście, aby zabrać również pudełka na nabiał, kiszoną kapustę czy dodatkowe woreczki strunowe na mrożonki na wagę. Woreczki z siateczki zawsze mam na warzywa i owoce, a worki bawełniane czy lniane na pieczywo. Ze względów higienicznych pakuję pieczywo tylko do dwóch worków specjalnie do tego oznaczonych.

Wiele produktów, które zdarza mi się kupować pojedynczo czy maksymalnie dwie sztuki zabieram na golasa. Jeszcze nikt nigdy przy kasie nie robił mi z tego powodu problemów, więc nie widzę potrzeby posiadania większej ilości woreczków na warzywa i owoce, bo wiem, że dosłownie kilka sztuk w zupełności mi wystarcza.

Oprócz woreczków wykorzystuję także inne opakowania, ale o tym innym razem i w ramach poszerzania swoich nawyków w kierunku coraz lepszego życia zero waste. Na dziś to już koniec 🙂 Mam nadzieję, że przekonałam was do zaopatrzenia się we własne woreczki wielorazowe na zakupy i jeśli ich jeszcze nie macie to szybko popędzicie do Babmusowej na EKO zakupy. Wszystkie woreczki są szyte w Polsce z materiałów, które także powstają w Polsce 🙂

Post powstał we współpracy ze sklepem internetowym BAMBUSOWA
w ramach szerzenia świadomości ekologicznej i zmniejszenia ilości wyrzucanych jednorazowych opakowań.
Wspólnie z BAMBUSOWA dbamy o naszą planetę.

Linki do produktów

  1. Woreczki na zakupy: http://bit.ly/bambusowa-woreczki
    Dostępne są na sztuki lub w zestawach np. Zestaw 3 różnych woreczków: http://bit.ly/woreczkinaowoce, są także dostępne zestawy 3 tych samych woreczków – w zestawie taniej, a dodatkowo każdy może sobie wybrać jakie rozmiary w jakich ilościach potrzebuje.
  2. Worki na pieczywo:
    worek bawełniany: http://bit.ly/worek-na-pieczywo
    worek lniany: http://bit.ly/lniany-worek

„Gdyby każdy tak zmienił chociaż trochę, razem zmienilibyśmy wiele” – Bambusowa

Witaj na Agrafka Geografka! Ta strona poświęcona jest idei wolnego podróżowania, pomysłom na nietuzinkowe wakacje oraz miejscom, których nie ma w przewodnikach. Trzy lata temu wyjeżdżając na wakacyjny, sześciotygodniowy wolontariat założyłam bloga. Wszystko miało być tylko po to, żeby informować rodzinę i znajomych jak mi idzie i że wciąż żyję 🙂 Podróży przybywało, a zaskoczeni znajomi namawiali żeby pisać. Od tego momentu powstało ponad 80 tekstów, przybyło ponad 800 fanów w mediach społecznościowych, a ja nadal znajduję chwilę na pisanie. Jeśli tutaj dotarłeś to na pewno znajdziesz coś dla siebie! Czym jest idea wolnego podróżowania? Dobry podróżnik nie ma ustalonych planów i nie zależy mu na dotarciu do celu.” Lao–Tsy, Tao te King Lenistwo i podróżowanie, na pozór dwie różne i odmienne rzeczy. Bo przecież człowiek leniwy z natur jest domatorem, jest człowiekiem nietrudzącym się, a jego podróżowanie to ucieczka w świat fantazji, świat książek bajek i baśni. Póki pozostajemy w domu – nic się nie dzieje. Wystarczy tylko wyjść, zamknąć drzwi mieszkania i już zaczynają się kłopoty. Angielskie słowo travel czyli podróż pochodzi od słowa oznaczającego narzędzie tortur. Mimo oczywistych niewygód i trudu podróży nadal podróżujemy. Nawet człowiek leniwy może zdecydować się na opuszczenie swojego domu. Przykłady? Robert Louis Stevenson. W wieku 26 lat napisał esej o próżnowaniu, a sam był przecież podróżnikiem. Napisał również prawdziwe arcydzieło wśród podróżniczych książek – Travels with a Donkey czyli Podróże z osiołkiem. Podsumowując, podróże i lenistwo są od zawsze ze sobą zaprzyjaźnione. Człowiek leniwy żywi jednak duży wstręt i niechęć do podróży organizowanych. Wakacje zorganizowane na słonecznej plaży jednego z hiszpańskich kurortów są odbierane z prawdziwym wstrętem. Jak pisał Dan Kieran w swojej książce o wolnym podróżowaniu jest „to tylko fantazja, na dodatek kosztowna: premia dla niewolników, nagroda pocieszenia dla ludzi uwięzionych w nudnych pracach i zawodach.” Idąc tym tokiem rozumowania, nie łatwo jest zaangażować się w projekt Ciekawe Życie bo o wiele prościej realizować Listę 100 rzeczy, które należy zrobić przed śmiercią – przejechać się ferrari, polecieć balonem, zobaczyć norweskie fiordy, pojechać do Las Vegas. Nudne życie przerywane mega atrakcjami. Dlatego ta strona to pewnego rodzaju filozofia podróżowania – podróż to nie cel, nie ucieczka ale droga do wewnętrznych zmian. Wolne podróżowanie to niejednokrotnie niewygodny pociąg zamiast samolotu, tani skuter zamiast auta. Prędkość podróżowania jest tutaj względna, a dobra zabawa to nie chwilowe oderwanie od codziennego życia, tylko proces i styl życia. Chcemy żyć ciekawie, ta strona nie pokazuje jak odhaczyć sto atrakcji w weekend! Ta strona pokazuje, jak można podróżować nie uzależniając się od przewodnika, podążać własnymi ścieżkami i obserwować to co nas otacza. Wszystko uzupełnione jest ciekawymi książkami – nie przewodnikami. Lenistwo z reguły jest słodkie, ale smakuje lepiej, kiedy jest zasłużone. Po trudnej podróży smakuje najlepiej Tak podróżujemy!