Polska na weekend: Warszawskie ZOO i historia Żabińskich

Warszawskie ZOO – czy kiedykolwiek zastanawialiście się jaka jest jego historia? Byłam w nim wielokrotnie, w ciągu roku jestem tam do pięciu razy a nigdy nie miała czasu na przeczytanie choć odrobiny o powstaniu tego miejsca. Lubię tam chodzić, nawet sama na spacer. W Warszawie brakuje mi kontaktu z naturą więc czasem idę do ZOO.

W tym roku na promocji kupiłam książkę „Kupiliśmy ZOO” – Benjamina Mee. Nijak ma się do filmu, jest dla mnie odjazdowa i bardzo inspirująca. Pokazuje, że nawet zwykły człowiek może założyć ZOO z pasji i miłości do zwierząt. Na pewno zaraz natknę się na przeciwników zamykania zwierząt w klatkach, ale pamiętajcie, że ZOO to nie cyrk. Idea tworzenia ogrodów zoologicznych jest zupełnie inna i kojarzenie takiej instytucji z formą rozrywki jest jest już mocno przestarzałe. Współczesny ogród zoologiczny ma podejmować działa na rzecz ochrony dzikich gatunków zwierząt, propagowanie idei ochrony przyrody, prowadzenie badań naukowych oraz edukowanie społeczeństwa o funkcjonowaniu dzikich gatunków i ich roli w ekosystemie.
 

„Dla ogromnej większości dzieci i młodzieży ogrody zoologiczne stanowią miejsce pierwszego kontaktu z dzikimi zwierzętami, pierwszych wrażeń i doznań, jakie nieodłącznie towarzyszą obserwacjom dzikich zwierząt. Nie wolno więc nie doceniać olbrzymiej roli, jaką spełniają ogrody zoologiczne w wychowywaniu kolejnych pokoleń w szacunku dla dzikiej przyrody.”- www.zoo.plock.pl

Tematyka ogrodów zoologicznych zainteresowała mnie jeszcze bardziej więc sięgnęłam po Azyl, autorki Diane Ackerman. Mieszkam na warszawskiej Pradze od prawie 3 lat, do ogrodu często zaglądam i niejednokrotnie odwiedzałam Warszawskie ZOO i natknęłam się na historię Żabińskich. Niestety internet nie jest tak bogaty jak mogłoby się wydawać. Informacje o tej rodzinie są okrojone poza suchymi faktami przedstawionymi w nieciekawy sposób. Kilka dni temu natknęłam się na wirtualną wystawę Muzeum POLIN pt. Żydzi ukrywani w zoo, jak do tej pory najlepsza, krótka forma przedstawienia historii ogrodu. 
Książka Azyl – godna polecenia. Spisana wieloma cytatami z pamiętników, książek Jana i Antoniny, ale także wywiadów zarówno polskich jak i zagranicznych pisanych po hebrajsku czy jidysz. Ackerman nawet dobrze przygotowała się do napisania całej historii. Sięgnęła po wiele książek także wyjaśniających polską kulturę, folklor, tradycje. Czytanie historii takich jak ta, to dla mnie jak przewodnik. Wyjaśnia o wiele więcej i zmusza do poszukiwania, pogłębiania, grzebania w zakamarkach przez co zwiedzanie miejsc jest o wiele ciekawsze, pobudza wszystkie receptory i nie jest wyciągnięte z kontekstu. Tego nigdy nie dam nam przewodnik, który przedstawia suche fakty, nic nie znaczące po odbyciu podróży. Gwarantuję Wam, że czytając takie książki przed podróżą i w trakcie jej odbywania zapamiętacie o wiele więcej, a wyprawa stanie się wartościową przygodą. Odkryjecie wtedy miejsca nieznane i nieopisane w przewodnikach, Warszawskie ZOO będzie Wam o wiele bliższe. 

Wracając do Warszawskiego ZOO – pewnie wielu z Was nie raz natknęło się na kilka rzeźb rozstawionych w ogrodzie, niepodpisanych, przedstawiających zwierzęta. Ja nigdy nie zwróciła na nie szczególnej uwagi. Dopiero czytając książkę zorientowałam się, że faktycznie, jest ich kilka na terenie ogrodu. Autorką jest Magdalena Gross, Żydówka polskiego pochodzenia, przyjaciel rodziny Żabińskich. W trakcie II Wojny Światowej dyrektor ZOO wraz z żoną – Jan i Antonina Żabińscy ukrywali i pomagali Żydom w tym trudnym dla nich okresie. Między innymi pomagali w ukryciu artystki Magdaleny Gross, która z zamiłowaniem rzeźbiła zwierzęta. Magdalena nazywana Szpakiem pojawiła się w ogrodzie zoologicznym już w 1929 roku. Cierpiała wtedy na „zawodowe wypalenie” nie mogąc znaleźć weny i pomysłów na następne prace. Zachęcona przez Jana do częstszych odwiedzin była stałym bywalcem ogrodu. Jej prace można zobaczyć m.in. w Ogrodzie Zoologicznym w Warszawie (od wejścia głównego kierując się na prawo w stronę akwarium i małpiarni stoją dwie rzeźby koguta i kaczki przy zejściu ze schodów) . 

Warszawskie ZOO stworzone przez Żabińskich rozwijało się bardzo dynamicznie i osiągało duże sukcesy na arenie międzynarodowej. Coraz częściej i chętniej zaglądali tam Warszawiacy oraz wycieczki z całej Polski.
W 1937 roku w ogrodzie przyszło na świat dwunaste słoniątko urodzone w niewoli. Nazwano ją Tuzinka. Niestety szybkie nadejście wojny spowodowało przeniesienie Tuzinki do jednego z niemieckich ogrodów zoologicznych. 

Powstała na terenie ZOO willa Żabińskich była realizowana w nowoczesnym stylu modernizmu. Dom Żabinskich nazywano Willą Pod Zwariowaną Gwiazdą – wszystko za sprawą działalności jaką prowadziła rodzina. Wybuch II wojny światowej zmusił Żabińskich do wielu smutnych decyzji. Część zwierząt należało oddać do niemieckich ogrodów zoologicznych, część drapieżników zabito w obawie, że wydostaną się na wolność w trakcie bombardowania miasta, reszta została tragicznie zabita w trakcie polowania w ZOO jakie urządzili sobie niemieccy oficerowie. 
Dom Żabińskich w trakcie wojny to azyl dla uciekinierów i potrzebujących pomocy Żydów. Wszyscy ludzie zamieszkujący dom przyjmowali nazwy zwierząt, zwierzęta zaś imiona ludzi. W dzień mieszkańcy pochodzenia żydowskiego ukrywali się w zakamarkach willi. Jeżeli groziło im niebezpieczeństwo Antonina zasiadała do fortepianu i grała fragment z operetki Offenbacha „Jedź, jedź, jedź na Kretę…” – był to dla wszystkich sygnał do ukrycia się. Wychodzili jedynie wieczorem, po godzinie policyjnej. Zasiadali wtedy wspólnie do stołu i spożywali kolację. 
Żabińscy uratowali wielu Żydów jak i Polaków ściganych przez Niemców. Ukrywali ich w podziemnych przejściach, klatkach, ptaszarniach, wnękach willi czy szafach. Wielu z nich nigdzie nie odnotowano stąd też nieznana jest liczba uratowanych osób. 
Warszawskie ZOO zaczęto odbudowywać już w 1946 roku. Zaangażowali się w to uczniowie praskich szkół licealnych i gimnazjalnych. Żabińscy – oddali wszystko, co mieli, by uratować tylu, ilu mogli.