Laowai w wielkim mieście, Aleksandra Świstow

„Bo może ja sobie krzywdę zrobiłam tym doświadczeniem tak monstrualnej inności, jaką jest chińskie życie? Może już zawsze będę chciała bardziej, mocniej, inaczej, do góry nogami, na odwrót, pod prąd?” – to mój ulubiony cytat z książki Laowai w wielkim mieście Aleksandry Świstow, podróżniczki prowadzącej bloga Pojechana. Książka wnikliwa traktująca o chińskiej kulturze i absurdach, dla czytelnika lubiącego zabawne podróżnicze historie.


Książka Laowai w wielkim mieście jak zwykle wpadła mi w ręce przez przypadek, aż wstyd się przyznać za ile ją kupiłam na wyprzedaży. Byłam ciekawa jak autorka poradziła sobie 2,5 roku żyjąc w Państwie Środka, gdzie życie wcale nie jest proste, a już na pewno nie jest nudne. Życie w Chinach to coś, czego nie da się opisać jednym zdaniem. Często nawet nie wystarcza książki na opisanie tego, co można tam zobaczyć, przeżyć, poczuć, zjeść i doświadczyć. Chiny są tak kolorowe, ciekawe, różnorodne i inne, że zwykły Europejczyk ciężko będzie miał połapać się w tej chińskiej machinie. Podróżując kiedyś do Pekinu i Luoyang nie sądziłam, że Chiny mogą mnie tak zaskoczyć. Cóż w nich takiego?

Chiny można albo kochać, albo nienawidzić. Autorka Laowai w wielkim mieście pokazuje w jakich realiach żyją Chińczycy, jak wygląda codzienność i z jakimi problemami zmaga się to państwo. Ukazuje wiele ciemnych stron życia w Azji, funkcjonowania w chińskim społeczeństwie czy potyczek z jakimi codziennie zdarza jej się mierzyć. Laowai to książka niezwykła, bliska temu co sama zobaczyłam będąc w Chinach. Spojrzenie autorki, jej odbierania świata i lekkie pióro sprawia, że książkę pochłania się bardzo szybko i przyjemnie.

Laowai w wielkim mieście. Zapiski z Chin…

Aleksandra opisuje wiele zabawnych sytuacji w trakcie 2,5 letniego pobytu w Chinach. Porównuje codzienne życie do sportu wyczynowego, do szalonej jazdy rollercoasterem i to bez trzymanki. Dla czytelnika, który pierwszy raz będzie zmierzał się z kulturą Chin gwarantuję szok, niedowierzanie i wielkie zdziwienie. Ola opisuje jak Chińczycy podrabiają ryż, przemycają mleko w proszku, pierdzą, mlaskają i plują, jedzą wszystko co się da – nawet suszone szczury, a także pozwalają swoim pociechom wypróżniać się na środku ulicy.

Książka Oli nie jest typowym podróżniczym reportażem, jest zabawnym opisem nietypowych, niemożliwych wręcz sytuacji, które dla przeciętnego Europejczyka wydają się absurdalne. Jednak to co absurdalne dla Europy sprawdza się w Chinach. Ola wielokrotnie pokazuje, że wiele rzeczy z początku dla niej głupich ma później sens, z czasem zaczyna rozumieć jak funkcjonuje państwo w którym przyszło jej mieszkać.

Czytając ostatnie rozdziały książki widać zmiany jakie zaszły w autorce po pobycie w Chinach. Z początku wszystko co było nowe i inne było także niebezpieczne, nawet nawiązywanie relacji z Chińczykami przyjmowała z olbrzymim dystansem. Z czasem oswoiła zarówno przestrzeń, w której jej przyszło mieszkać jak i zmieniła swoje nastawienie do Chińczyków. Ich dziwne zachowania i przyzwyczajenia traktowała jako normę, trochę może tęskniła pisząc ostatnie zdania książki mając świadomość, że jej przygoda może trwać jeszcze jakiś czas, ale wkrótce się skończy.

Aleksandra pięknie podsumowuje i przestrzega: „Nie jedź do Chin, bo ci się nie spodoba, bo się umęczysz, bo zadręczysz swoich towarzyszy podróży i całe otoczenie, bo stracisz czas i pieniądze. Świat na Chinach ani się nie zaczyna, ani nie kończy, na pewno znajdziesz lepsze miejsce dla siebie.”