Jeti-Ögüz – krwawe skały z piaskowca oraz kanion ukryty za górą

Jeti-Ögüz – (kirgiz: Жети-өгүз) to formacja skalna położona w niedalekiej odległości od resortu o tej samej nazwie. Od Karakolu, bazy wypadowej w góry Tien-szan miejsce jest oddalone o ok. 30 km. Chcąc się dostać do Jeti-Ögüz należy znaleźć marszrutkę na targu w Karakolu lub też taksówkę. Ja pojechałam marszrutką, którą polecam, bo można spotkać wielu ciekawych ludzi. Marszrutka zawiezie was do miejscowości Jeti-Ögüz skąd musicie wziąć taksówkę do miejscowości Jeti-Ögüz Resort. Są to dwa różne miejsca i nie należy ich mylić.


Jak dojechać do Jeti-Ögüz?

Z Jeti-Ögüz szybko można się dostać do krwawych skał taksówką. Oczywiście, kiedy nasza mała grupa znalazła taksówkę nie mogło się obejść bez jazdy w ekstremalnych warunkach. Jechał kierowca, trójka dzieci z matką i 4 studentów czyli my. Dziewięć osób w Moskwiczu.

Już po drodze mam okazję zobaczyć czerwone piaskowce. To dopiero przedsmak i początek przygody, ok 15 min od miejscowości widzimy pierwszą skałę złamaną na pół. To Złamane Serce, nazwa zaczerpnięta jest ze starej legendy, która mówi, że dawno temu dwóch mężczyzn walczyło między sobą o kobietę. Niestety obaj w tej walce polegli, a ich przelana krew nadała krwawy kolor skałom. Kobiecie złamało się serce.

Legenda o kirgiskim Chanie

Kierowca dowozi nas pod słynny kompleks krwawo-czerwonych skał w Jeti-Ögüz sanatorium. Oczom ukazuje się coś, czego żadna pocztówka i zdjęcie nie mogą oddać. Krwawy kolor skał, potęga gór i zaskoczenie. Zakochuję się w Kirgistanie na nowo. Nazwa Jeti-Ögüz oznacza po kirgisku siedem byków. Z tym miejscem znowu związana jest legenda…

Dawno temu pewien kirgiski Chan poszedł do mędrca aby ten poradził mu, co zrobić, by zemścić się na rywalu, który uwiódł mu żonę. Mędrzec poradził zabić żonę i podarować ją rywalowi. Jeżeli ma ją mieć to martwą, a nie żywą. Na przyjęciu pogrzebowym Chan usiadł koło ciała zabitej żony i wbił w jej serce sztylet. Na uroczystość zarżnięto siedem byków. Krew tryskająca z serca młodej żony spłynęła wraz z krwią zabitych byków w dół wąwozu. Byki przemieniły się w skały.

Sanatorium

Kawałek dalej można zobaczyć sanatorium, niestety w opłakanym stanie. Zardzewiałe elementy, ściany z odpadającym tynkiem, kafelkami…widok zachęca do ucieczki, a nie odpoczynku. Przed wejściem do jednego z budynków sanatorium widzimy pomnik Lenina. Postać wciąż żywa, to taki „święty pomnik” o który się dba, żeby był zawsze w dobrym stanie. O przeszłości się pamięta, a nawet dobrze wspomina. Przecież wtedy było lepiej, ludzie mieli za darmo edukację, dzieci uczyły się w szkołach i na pozór niczego nie brakowało.

Krwawy wąwóz i trzyletni przewodnik

Wspinam się na pobliską skałę, za moimi plecami ukazuje się głęboki wąwóz, w dole widzę małą dziewczynkę i dwa groźnie wyglądające psy, niemiłosiernie ujadające w naszą stronę. Włos się jeży na głowie. Jak zejść? Stromo, dużo żwiru, powolutku staczam się po zboczu. W dole wąwozu mała dziewczyna proponuje nam spacer z przewodnikiem. Przewodnik ma aż 3 lata i jest małym chłopcem, mieszkającym z rodzicami na wzgórzu ze zdjęcia.

Olbrzymi wąwóz wydrążony przez płynącą pośrodku rzekę, a w nim mnóstwo koni chowających się w cieniu czerwonych skał. Powoli i po cichu idę za naszym małym przewodnikiem i przewodniczką. Obok mnie mnóstwo koni, muszę uważać bo jest dość niebezpiecznie.

Mały kolega, nasz przewodnik, idzie na przedzie uderzając patykiem raz o skały, raz o gałęzie krzaków odwracając się co minutę z cudownym uśmiechem na twarzy. Bez wątpienia odpowiada mu rola przewodnika. Nie rozumie po rosyjsku więc pytamy naszą nowo poznaną koleżankę czy będzie tłumaczem. Oczywiście zgadza się, a my jesteśmy zadowoleni, bo dzieciaki wydają się bardzo rozgarnięte. Pytamy dziewczynkę o wiek (ma trzynaście lat). Co tutaj robi? Czy chodzi do szkoły? Zadowolona odpowiada na wszystkie pytania. Wakacje zawsze spędza u rodziny w górach, wtedy pomaga sprzedawać produkty z ogrodu, własny miód z pasieki, który okazuje się najlepszy miodem na świecie.

Szkoda, że zdjęcie powyżej nie pokazuje mojego zdziwienia. Byłam bardzo zaskoczona, kiedy usłyszałam, że chłopczyk ma zaledwie 3 lata. Brenda za to oniemiała, długo przeżywała, że mały chłopiec sam chodzi po wąwozie. Trzyletnie dziecko było moim przewodnikiem. Na każdym kroku musiałam uważać, żeby nie skręcić sobie kostki, a mój mały kolega bawi się tutaj codziennie. Mama przewodnika nie była ani odrobinę zmartwiona nieobecnością chłopca, za to ja byłam naprawdę przerażona. Oddaliśmy dziecko – całe i zdrowe, trochę zdziwieni, że w tym czasie nikt chłopca nie szukał…