Gruzja,  Podróże

Gruzja: Plan podróży – informacje praktyczne

Oddaję w Wasze ręce plan podróży, naszego autorstwa po przepięknej i zielonej Gruzji. Korzystajcie, moderujcie na własne potrzeby i dodawajcie, co tylko Was zainteresuje.

Jako piętnastolatka wiedziałam już, że do Gruzji pojadę na pewno. Skąd ta miłość? Wszystko zaczyna się w Rybniku, kiedy do miasta przyjeżdża grupa tancerzy z Tbilisi. W sumie to już jakiś czas wcześniej, na wyjeździe w Turcji, gdzie po raz pierwszy mam okazję zobaczyć jak tańczą Gruzini. Wiedziałam, że muszę tam pojechać. Muzyka, tańce, ludzie, kuchnia gruzińska – kochałam to wszystko o wiele wcześniej, niż odwiedziłam kraj, z którego te rzeczy pochodzą.

Zanim do Gruzji polecieliśmy spotkaliśmy się z Katarzyną Pakosińską. Opowiadała i pokazywała, jak wygląda kraj, w którym ona także jest zakochana. W zasadzie to nie tylko w kraju. Jej partner jest Gruzinem, od jakiegoś czasu mieszkają razem w Polsce. Poleciła kilka miejsc, dała telefon do zaufanej osoby w razie „w”. Nie było nam dane skorzystać i całe szczęście, bo Gruzja to wyjątkowo spokojny kraj.

Z Kutaisi do Mestii

Pierwszą podróż po Gruzji rozpoczęliśmy od Kutaisi, w którym wynajęliśmy taksówkę i udaliśmy się w stronę Mestii. Mestia była naszym pierwszym postojem na długiej liście miejsce wartych zobaczenia. Od razu po przyjeździe udaliśmy się do naszego domu, gdzie wynajmowaliśmy dwa pokoje. Przywitano nas śniadaniem i tradycyjną czaczą w kryształowej karafce. Czacza rozluźnia atmosferę i rozwesela na tyle mocno, że podejmujemy szaloną decyzję o wycieczce do Ushguli. Tej części wyjazdu nie planowaliśmy, raczej od razu zakładaliśmy, że nie uda nam się dotrzeć do tego miejsca. Jest rok 2015, do Gruzji jeździ coraz więcej osób, jednak wciąż brakuje informacji praktycznych. Przeszukiwanie internetu jest jak kopanie w kopalni diamentów. Trzeba się dużo nakopać, żeby cokolwiek znaleźć.

O tym, jak dojechać z Kutaisi do Mestii przeczytasz tutaj.

Mestia – miasto wież.

Mestia

Wracając do Mestii! Mieszkaliśmy w Manoni’s Guesthouse gdzie można wykupić nocleg wraz z wyżywieniem. Właścicielka mówi po rosyjsku oraz angielsku więc nie ma problemu z dogadaniem się. Komunikatywny rosyjski wystarcza i sporo pomaga w załatwieniu podstawowych spraw. Czacza otwiera wszystkie drzwi. Możecie się śmiać, ale gdyby nie alkohol wypity o 10 rano żadne z nas nie dojechałoby do Uschguli. Nietrzeźwość pozwoliła lepiej znieść ciężką trasę.

Adres Manoni’s Guesthouse: Kahiani Street 25, 0038 Mestia
Nocleg można zamówić przez booking.com.

Ushguli – jak dojechać oraz garść informacji praktycznych

Przyjeżdżając do Mestii dość wcześnie jak na to, co planowaliśmy, a z kolei zbyt późno, aby wyjść w góry postanowiliśmy wykorzystać wolny czas do maksimum. Właścicielka zaproponowała nam wycieczkę do Ushguli w bardzo atrakcyjnej cenie (200 GEL za samochód z kierowcą) wraz z dwójką młodych Azjatów. Długo nie musieliśmy się zastanawiać i razem wyruszyliśmy w podróż do czterech wiosek potocznie nazywanych Ushguli. Po czaczy nie zastanawialiśmy się wcale. Ahoj przygodo, 40% we krwi, nic nam nie jest straszne. Jeżeli chcecie wynająć samochód na taką wyprawę, o wszystko należy pytać miejscowych. To oni zadzwonią gdzie trzeba i pomogą w wynajęciu auta. Warto im zaufać.

Więcej o Ushguli przeczytasz we wpisie tutaj.

Małe i senne miasteczko Ushguli – atrakcja Swanetii.

Lodowiec Chalaadi

Kolejny dzień to wyprawa pod lodowiec Chalaadi. Proponujemy Wam wynajęcie auta na pierwszy odcinek drogi, a później wędrówkę pod czoło lodowca. Dla wytrwalszych droga będzie na pewno fajnym wyzwaniem.

Lodowiec Chalaadi.

Swoją wycieczkę pod lodowiec warto zacząć od biura informacji turystycznej na placu Seti 7 (Setis Moedani 7). Posiadają mapy, które można wykorzystać w trakcie wędrówki. Z Mestii pod lodowiec wiedzie trasa o długości 12,5 km w jedną stronę! A więc tam i powrót to ok. 25 km, trochę więcej, jeśli podejdziemy pod samo czoło. Należy o tym bezwzględnie pamiętać.

Więcej o wyprawie pod lodowiec Chalaadi przeczytasz tutaj.

Mostek prowadzący pod lodowiec Chalaadi.

Z Mestii do Tbilisi samolotem

Dzień trzeci zaplanowaliśmy luźniej ze względu na naszą podróż samolotem do Tbilisi. Z Mestii postanowiliśmy szybko dostać się do stolicy kraju ze względu na ograniczony czas naszej podróży.

Obsługą lotów zajmuje się malutkie lotnisko w Mestii (Queen Tamar Airport) położone na końcu miasteczka. Bilety można rezerwować na www.vanillasky.ge lub email: mari@vanillasky.ge oraz info@vanillasky.ge. Cena przelotu to 65 GEL za osobę, czyli ok. 100 zł. Cena za bilet dla dzieci to 45 GEL. Kontaktować można się pod wskazanym mailem, wysyłając dane paszportowe wraz z interesującym nas terminem. Przelewu należy dokonać maksymalnie na 7 dni przed planowanym lotem.

Przelot odbywa się małym samolotem na 15 osób, trwa ok 1 godziny. Na osobę obowiązuje 15 kg bagażu. Kiedy na lotnisku wylądował nasz samolot, byliśmy pozytywnie zaskoczeni. Lecieliśmy Czech L410 – czechosłowackim dwusilnikowym, turbośmigłowym samolotem pasażerskim i transportowym wyprodukowanym w latach 70 XX wieku.

Więcej o przelocie przeczytasz we wpisie tutaj.

Samolot – najlepszy środek transportu z Mestii do Tbilisi.

Tbilisi – noclegi oraz zwiedzanie

W Tbilisi spędziliśmy dwa noclegi w Tbilisi Friends Hostel, który polecamy szczególnie młodym osobom. Można wykupić nocleg w sali wieloosobowej. Hostel jest w świetnej lokalizacji, ponieważ w samym centrum, blisko do starego miasta (jakieś 10 minut). Schodząc w dół ulicy, w kierunku rzeki Kury znajdziecie kilka knajpek z dobrym gruzińskim jedzeniem.

Adres hostelu: Tbilisi Friends Hostel Tumaniani Street 9, 0179 Tbilisi.

Tbilisi – miasto nad rzeką Kura.

Będąc w Tbilisi trzeba wejść na twierdzę Narikala. Pod twierdzę można się dostać kolejką linową (koszt to 1 lari). Bilety kupuje się bezpośrednio w kasie przy kolejce (jadąc większą grupą, można załadować kilka biletów na jedną kartę miejską). Twierdzę zwiedza się najlepiej o zachodzie słońca. Należy jednak pamiętać, że na twierdzy jest dość niebezpiecznie. Nie ma zabezpieczeń i często chodzi się po nagich skałach. Włóżcie wygodne buty!

Więcej o Tbilisi i polecanych miejscach we wpisie tutaj.

Cminda Sameba w Tbilisi.

Gruzińską Drogą Wojenną do Kazbegi

Wcześnie rano wstajemy i jedziemy poszukać marszrutki w kierunku Kazbegi. Gdy takową znajdujemy, ruszamy Gruzińską Drogą Wojenną w stronę rosyjskiej granicy. Po drodze oglądamy Mcchetę – dawną stolicę Gruzji oraz twierdzę Ananuri. Wszystko znajduje się na jednej trasie. Docierając do Kazbegi zostawiamy rzeczy w miejscu, gdzie wynajmujemy pokój i ruszamy w „miasto”. W miejscowości nie ma zbyt wielu atrakcji, ale można pójść do muzeum.

Na nocleg zostajemy w miejscowości Kazbegi: Dachi Inn Kostava Street 68, 4700 Kazbegi.
Nocleg możecie znaleźć i zarezerwować przez booking.com

Cmina Sameba

W szósty dzień wyruszamy zobaczyć cerkiew Cminda Sameba i trochę pochodzić w górach. Pogoda niestety nam nie sprzyja i naszą wycieczkę ograniczamy do krótkiego trekkingu oraz zwiedzenia cerkwi. Na górę można wyjechać wynajętym samochodem, co dla osób chcących wyjść wyżej w góry jest bardzo korzystne. Cmindę warto oglądać przy ładnej pogodzie. Zejście w dół do miasteczka jest łagodne i bardzo przyjemne. Kiedy jesteśmy już w miasteczku, decydujemy się na szybką wycieczkę do Gori oraz Uplisciche. Na głównym placu w Kazbegi można znaleźć marszrutkę oraz wynająć auto w dowolnym kierunku. Marszrutki jeżdżą tylko do Tbilisi. Pakujemy swoje rzeczy i jedziemy do Uplisciche! 

Upliscyche

Wraz z zaprzyjaźnionym kierowcą kierujemy się do skalnego miasta Uplisciche, gdzie zatrzymujemy się i robimy krótki postój. O Upliscyche przeczytacie tutaj.

Skalne miasto Upliscyche.

Gori

Późnym popołudniem wracamy do miasta Gori, gdzie śpimy u przesympatycznej Pani, która gościła już wielu Polaków, a co najważniejsze, ma swoją własną cantinę z winem! Nigdy wcześniej nie piłam tak fantastycznego wina i to tradycyjnie z glinianych czarek. Polecam Wam serdecznie pobyt w tym miejscu.

Adres: Tamar Guest House Guramishvili Street 18, 1400 Gori

Jeżeli chodzi o restauracje i wyżywienie to polecam Sport Cafe – można w niej zjeść tanio i przede wszystkim jest świeże jedzenie. Nie brakuje dań gruzińskich.

Muzeum Stalina w Gori.

Kutaisi

Wcześnie rano ósmego dnia wyruszamy w kierunku Kutaisi, gdzie w nocy mamy samolot powrotny do Warszawy. Oczywiście nie marnujemy dnia i wyruszamy taksówką na autostradę w poszukiwaniu marszrutki. Co najdziwniejsze – taksówkarz wjeżdża na autostradę, zostawia nas i odjeżdża, a my w tym czasie machając ręką czekamy, aż jakaś marszrutka szybko nas zabierze. Na szczęście nie trwa to długo. Transport okazuje się bajecznie tani (5 lari), lecz trochę długi – ok. 3 h.

W Kutaisi decydujemy się na zwiedzenie Jaskiń Prometeusza, gdyż jest to miejsce z najpiękniejszym w tym kraju krasem. Jaskinie znajdują się ok. 20 minut od miasta – można się tam dostać taksówką. Wieczorem – zwiedzanie Kutaisi, a później powrót do domu. Koszt dojazdu na lotnisko to 5 lari.

Tbilisi nocną porą.

Witaj na Agrafka Geografka! Ta strona poświęcona jest idei wolnego podróżowania, pomysłom na nietuzinkowe wakacje oraz miejscom, których nie ma w przewodnikach. Trzy lata temu wyjeżdżając na wakacyjny, sześciotygodniowy wolontariat założyłam bloga. Wszystko miało być tylko po to, żeby informować rodzinę i znajomych jak mi idzie i że wciąż żyję 🙂 Podróży przybywało, a zaskoczeni znajomi namawiali żeby pisać. Od tego momentu powstało ponad 80 tekstów, przybyło ponad 800 fanów w mediach społecznościowych, a ja nadal znajduję chwilę na pisanie. Jeśli tutaj dotarłeś to na pewno znajdziesz coś dla siebie! Czym jest idea wolnego podróżowania? Dobry podróżnik nie ma ustalonych planów i nie zależy mu na dotarciu do celu.” Lao–Tsy, Tao te King Lenistwo i podróżowanie, na pozór dwie różne i odmienne rzeczy. Bo przecież człowiek leniwy z natur jest domatorem, jest człowiekiem nietrudzącym się, a jego podróżowanie to ucieczka w świat fantazji, świat książek bajek i baśni. Póki pozostajemy w domu – nic się nie dzieje. Wystarczy tylko wyjść, zamknąć drzwi mieszkania i już zaczynają się kłopoty. Angielskie słowo travel czyli podróż pochodzi od słowa oznaczającego narzędzie tortur. Mimo oczywistych niewygód i trudu podróży nadal podróżujemy. Nawet człowiek leniwy może zdecydować się na opuszczenie swojego domu. Przykłady? Robert Louis Stevenson. W wieku 26 lat napisał esej o próżnowaniu, a sam był przecież podróżnikiem. Napisał również prawdziwe arcydzieło wśród podróżniczych książek – Travels with a Donkey czyli Podróże z osiołkiem. Podsumowując, podróże i lenistwo są od zawsze ze sobą zaprzyjaźnione. Człowiek leniwy żywi jednak duży wstręt i niechęć do podróży organizowanych. Wakacje zorganizowane na słonecznej plaży jednego z hiszpańskich kurortów są odbierane z prawdziwym wstrętem. Jak pisał Dan Kieran w swojej książce o wolnym podróżowaniu jest „to tylko fantazja, na dodatek kosztowna: premia dla niewolników, nagroda pocieszenia dla ludzi uwięzionych w nudnych pracach i zawodach.” Idąc tym tokiem rozumowania, nie łatwo jest zaangażować się w projekt Ciekawe Życie bo o wiele prościej realizować Listę 100 rzeczy, które należy zrobić przed śmiercią – przejechać się ferrari, polecieć balonem, zobaczyć norweskie fiordy, pojechać do Las Vegas. Nudne życie przerywane mega atrakcjami. Dlatego ta strona to pewnego rodzaju filozofia podróżowania – podróż to nie cel, nie ucieczka ale droga do wewnętrznych zmian. Wolne podróżowanie to niejednokrotnie niewygodny pociąg zamiast samolotu, tani skuter zamiast auta. Prędkość podróżowania jest tutaj względna, a dobra zabawa to nie chwilowe oderwanie od codziennego życia, tylko proces i styl życia. Chcemy żyć ciekawie, ta strona nie pokazuje jak odhaczyć sto atrakcji w weekend! Ta strona pokazuje, jak można podróżować nie uzależniając się od przewodnika, podążać własnymi ścieżkami i obserwować to co nas otacza. Wszystko uzupełnione jest ciekawymi książkami – nie przewodnikami. Lenistwo z reguły jest słodkie, ale smakuje lepiej, kiedy jest zasłużone. Po trudnej podróży smakuje najlepiej Tak podróżujemy!